Kiedy myślimy o zabawie, większość z nas widzi dzieci. Plac zabaw, klocki, bieganie po podwórku. Zabawa to coś, co się przerasta — jak rozmiar butów albo wiarę w to, że wszystko jeszcze przed nami. Tak przynajmniej brzmi powszechne przekonanie.
Problem w tym, że nauka mówi coś zupełnie innego. Zabawa nie jest etapem rozwoju, który zostawiamy za sobą. Jest wbudowaną w nas biologiczną potrzebą — tak podstawową jak sen, jak jedzenie, jak ruch. I tak jak w przypadku snu, jej brak ma realne konsekwencje. Tylko trudniej je zauważyć.
Jak psychiatra odkrył, że zabawa jest sprawą życia i śmierci
Historia, która zapoczątkowała współczesne badania nad zabawą, zaczyna się daleko od placu zabaw. W 1966 roku młody psychiatra dr Stuart Brown został powołany do komisji badającej motywy sprawcy masowej strzelaniny na Uniwersytecie Teksańskim. Komisja ustaliła, że kontrolujący ojciec sprawcy pozbawił syna swobodnej zabawy, zaburzając jego prawidłowy rozwój i mechanizmy radzenia sobie.
To odkrycie zaprowadziło Browna na drogę, którą szedł przez kolejne pół wieku. Przeprowadził między innymi roczne badanie młodych mężczyzn skazanych za zabójstwa w Teksasie, którzy okazali się dotkliwie pozbawieni zabawy w dzieciństwie. Później założył National Institute for Play — instytut poświęcony wyłącznie naukowemu badaniu zabawy i jej znaczenia dla zdrowia człowieka.
Wniosek z jego pięćdziesięcioletniej pracy jest zaskakująco prosty: jesteśmy, jak to ujmuje, „stworzeni do zabawy i ukształtowani przez zabawę”.
Co się dzieje z dorosłym, który przestaje się bawić
Tu zaczyna się część, która dotyczy każdego z nas. Bo choć badania zaczęły się od dzieci, naukowcy szybko zauważyli, że dorosłym zabawa jest potrzebna tak samo.
Badania pokazują, że zabawa poprawia funkcjonowanie mózgu, uczenie się, kreatywność i odporność emocjonalną, a poważny jej niedobór może mieć niezdrowe konsekwencje w każdym wieku. Brown porównuje to wprost do braku snu. Tak jak niedobór snu prowadzi do senności i zmęczenia, niedobór zabawy jest trudniejszy do zauważenia, ale również ma swoje negatywne skutki.
I właśnie ta trudność w zauważeniu jest sednem problemu. Dorosły pozbawiony zabawy rzadko mówi „brakuje mi zabawy”. Dorośli, którzy się nie bawią, mogą po prostu czuć się nieszczęśliwi i wyczerpani, nie rozumiejąc dokładnie dlaczego. Pojawia się wypalenie, spadek nastroju, poczucie, że życie to nieustanny pośpiech bez oddechu. Życie pozbawione zabawy wiąże się z poważnymi zagrożeniami zdrowotnymi, takimi jak depresja, osłabienie układu odpornościowego i choroby związane ze stresem.
To nie jest metafora ani poetycka przesada. To wnioski z dekad badań klinicznych.
Mózg, który przez całe życie czeka na sygnał do zabawy
Można by pomyśleć, że skoro dorośli bawią się rzadziej, to może po prostu „wyrastamy” z tej potrzeby na poziomie biologicznym. Badania mówią jednak coś przeciwnego.
Choć w dorosłości bawimy się mniej niż w dzieciństwie, okablowanie mózgu odpowiadające na sygnały zabawy działa przez całe życie. Innymi słowy — zdolność reagowania na zabawę nie znika. Pozostaje wpisana w nasz układ nerwowy do końca. To, co się zmienia, to nie biologia, lecz nasze nawyki, przekonania i pozwolenie, którego sobie odmawiamy.
I jest jeszcze jedna dobra wiadomość, może najważniejsza. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć — zabawa wspiera dalszy dobrostan psychiczny i fizyczny również u dorosłych. Mózg pięćdziesięciolatka reaguje na twórczą zabawę tak samo jak mózg dziecka. Wystarczy dać mu okazję.
Dwie najprostsze drogi powrotu
Co ciekawe, Brown nie zaleca skomplikowanych metod. W swoich wskazówkach dla dorosłych wymienia między innymi dwie bardzo konkretne formy. Pierwsza to zabawa ciałem — jakaś forma aktywnego ruchu bez presji czasu i bez oczekiwanego rezultatu. Druga to zabawa przedmiotem — używanie rąk do tworzenia czegoś, co sprawia przyjemność, bez konkretnego celu.
Brown podkreśla przy tym jedną rzecz, którą łatwo przeoczyć: jeśli ćwiczysz tylko po to, żeby spalić tłuszcz, to nie jest zabawa. Zabawa zaczyna się dokładnie tam, gdzie znika cel.
To właśnie te dwie ścieżki — ruch bez celu i tworzenie bez celu — stały się fundamentem Iskry. Na ścieżce ruchowej, jak na spotkaniach „Rytm i oddech” czy „Ciało w przestrzeni”, wracamy do ruchu prowadzonego nie instrukcją, lecz własnym ciałem. Na ścieżce manualnej, jak na „Dotyk i forma” czy „Kolor i cisza”, używamy rąk do tworzenia czegoś, co nie musi służyć niczemu. To nie przypadek, że pokrywają się one niemal dokładnie z tym, co rekomenduje nauka.
Poważna sprawa, którą warto potraktować lekko
Jest pewna ironia w tym, że musimy uzasadniać zabawę badaniami naukowymi. Że potrzebujemy danych, żeby pozwolić sobie na coś, co kiedyś przychodziło zupełnie naturalnie.
Ale jeśli takie uzasadnienie jest tym, czego potrzebujesz, oto ono: zabawa nie jest dziecinną fanaberią ani stratą czasu. Jest biologiczną potrzebą, której zlekceważenie ma mierzalne konsekwencje. A jej odzyskanie — w każdym wieku — realnie poprawia jakość życia.
Zabawa to poważna sprawa. Może dlatego najlepiej traktować ją lekko.
Iskra to klub twórczej zabawy dla dorosłych, który otwiera się wkrótce w Gdańsku. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o nadchodzących spotkaniach, zajrzyj do naszego kalendarza albo zapisz się na listę oczekujących.



