Wstyd przed radością. Dlaczego dorośli boją się bawić publicznie?

Wyobraź sobie taką scenę. Idziesz przez park, a na trawniku grupa dorosłych gra w coś, co wygląda jak zabawa z dzieciństwa — śmieją się, gonią, zupełnie nie przejmując się tym, jak wyglądają. Twoja pierwsza myśl? U większości z nas pojawia się gdzieś z tyłu głowy ciche pytanie: „nie jest im głupio?”.

I właśnie w tym pytaniu kryje się cała bariera, o której chcę dziś napisać. Bo zanim dorosły człowiek pozwoli sobie na zabawę, musi pokonać coś znacznie trudniejszego niż brak czasu czy energii. Musi pokonać wstyd.

Skąd się bierze przekonanie, że zabawa „nie wypada”

Nikt nie rodzi się ze wstydem przed zabawą. Dziecko tańczy na środku sklepu, śpiewa głośno w autobusie i buduje zamki z piasku bez cienia zażenowania. Ten wstyd przychodzi później — i przychodzi z zewnątrz.

Uczymy się go stopniowo, z drobnych komunikatów. „Jesteś już za duży na takie rzeczy”. „Co ludzie pomyślą”. „Zachowuj się poważnie”. Każde z tych zdań z osobna jest niewinne. Razem budują w nas przekonanie, że bycie dorosłym oznacza rezygnację z lekkości — że powaga jest ceną, którą płacimy za to, żeby być traktowanym poważnie.

I tak dochodzimy do paradoksu. Większość dorosłych chciałaby się bawić więcej. Tęskni za tą lekkością, choć rzadko mówi o tym wprost. Ale jednocześnie nosi w sobie cichego strażnika, który przy każdej okazji szepcze: „nie wypada”.

Jak działa mechanizm oceny społecznej

Ten strażnik ma swoje korzenie głęboko w naszej naturze. Jako gatunek przetrwaliśmy dzięki życiu w grupie, a w grupie kluczowe było, żeby nie zostać odrzuconym. Dlatego nasz mózg jest niezwykle czuły na to, jak postrzegają nas inni. Ocena społeczna była kiedyś kwestią przetrwania — i choć dziś nikt nas nie wykluczy z plemienia za to, że zatańczymy nie w porę, ten dawny alarm wciąż działa.

Najciekawsze jest jednak to, że ten lęk przed oceną jest w dużej mierze iluzją. Psychologowie nazywają to efektem reflektora — przekonaniem, że inni obserwują nas i oceniają znacznie uważniej, niż robią to naprawdę. Prawda jest taka, że każdy jest zajęty głównie sobą i własnym wyobrażonym reflektorem skierowanym na siebie.

Innymi słowy: boimy się oceny ludzi, którzy w tym samym momencie boją się oceny naszej. Wszyscy stoimy w tej samej sali, każdy przekonany, że to on jest jedynym, któremu mogłoby być głupio.

Dlaczego wspólnota rozbraja wstyd

I tu pojawia się rozwiązanie, które jest zaskakująco proste. Wstyd przed zabawą topnieje, gdy nie jesteśmy w niej sami.

Pomyśl o weselu. O tym momencie, gdy parkiet jest pusty i nikt nie chce zacząć — a potem, gdy zatańczy kilka osób, nagle dołączają wszyscy. Co się zmieniło? Nie muzyka. Zmieniło się to, że zabawa przestała być wyróżnianiem się. Stała się czymś, co robimy razem. A to, co robimy razem, nie podlega już ocenie w ten sam sposób.

To jest sedno. Kiedy cała grupa wchodzi w zabawę jednocześnie, znika ten wyimaginowany obserwator. Nie ma już „mnie, który się wygłupiam” i „ich, którzy patrzą”. Jest tylko „my”. A w „my” jest miejsce na lekkość, której w pojedynkę nigdy byśmy sobie nie pozwolili.

Dlatego najtrudniejszy nie jest sam akt zabawy. Najtrudniejszy jest pierwszy krok w pojedynkę. Gdy ten krok robimy razem z innymi, w tym samym momencie, okazuje się, że bariera, która wydawała się murem, była zaledwie cienką zasłoną.

Miejsce, w którym nie trzeba się tłumaczyć

Właśnie dlatego Iskra nie jest miejscem, gdzie „uczysz się sztuki” czy „pracujesz nad sobą”. Jest przestrzenią, w której zabawa jest oczywista, bo wszyscy wokół robią to samo. Nikt nie patrzy na nikogo z boku, bo nie ma „boku” — każdy jest w środku.

Na spotkaniach takich jak „Ciało w przestrzeni” czy „Ślad i przypadek” nie ma publiczności i nie ma występu. Jest kilkanaście osób w podobnym wieku, w podobnym momencie życia, które razem pozwalają sobie na coś, na co w pojedynkę nigdy by się nie odważyły. I właśnie to wspólne pozwolenie jest najważniejszym, co Iskra ma do zaoferowania.

Bo zabawa przestaje wymagać odwagi w chwili, gdy przestaje być samotna.

Pozwolenie, które możesz sobie dać

Wstyd przed radością nie jest oznaką tego, że jesteś zbyt poważny albo że „już nie potrafisz”. Jest zupełnie naturalnym efektem lat uczenia się, że dorosłość i lekkość się wykluczają. Dobra wiadomość jest taka, że to się da oduczyć — i że nie musisz robić tego sam.

Następnym razem, gdy zobaczysz tych dorosłych bawiących się w parku, spróbuj zamienić pytanie „nie jest im głupio?” na inne: „a kiedy ja ostatnio pozwoliłem sobie na coś takiego?”. Pierwsze pytanie to głos strażnika. Drugie to początek powrotu.

Iskra to klub twórczej zabawy dla dorosłych, który otwiera się wkrótce w Gdańsku. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o nadchodzących spotkaniach, zajrzyj do naszego kalendarza albo zapisz się na listę oczekujących.

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry